Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lou rhodes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lou rhodes. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 lipca 2012

and sets his spirit free.



z gdyni.

pachnie deszczem. świeżość.

'zapach jest, bądź co bądź, zakłóceniem równowagi tlenowej, inwazją innych pierwiastków - metanu? węgla? siarki? azotu? zależnie od nasilenia tej inwazji, ma się do czynienia z wonią, zapachem, odorem. rzecz dzieje się wśród molekuł i szczęście, jak przypuszczam, jest momentem spostrzeżenia naszych własnych pierwiastków składowych na wolności. buja ich tam całkiem sporo, w stanie najzupełniejszej swobody, i miałem wrażenie, że w zimnym powietrzu natknąłem się na własny autoportret.'
(josif brodski - znak wodny)

rain.

sobota, 13 marca 2010

all it takes is one good thing to happen.


'człowiek, by nie zwaryować
od "rzeczy do zrobienia"
powinien umieć właściwie
ważność tych rzeczy oceniać
a potem - te najważniejsze
wykonać jako pierwsze

a z tych najpierwszych, co: walką
o opierunek, o niefrasunek, o wikt
najpierw człek winien te zrobić
których nie zrobi zań nikt

i oto na oceanie "do-zrobień"
jawi się wyspa -
że najpierw, co muszę zrobić -
to muszę się - otóż - wyspać.'
(andrzej poniedzielski)

powoli dochodzę do momentu, kiedy ta wyspa objawi się. tym bardziej, że słupek rtęci na termometrze rośnie i już przerósł moje ulubione 36,6. eh.

do posłuchania pani lou. bo wydała nową płytę.