Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolor. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 lutego 2011

the joy and the fear.

'ptaki śpiewają. krew mi śpiewa. nogi mi śpiewają. przedtem nic nie było. oto jest początek świata. pierwszy dzień świata. pierwszy ranek pierwszego dnia. jestem pierwszy człowiek, pierwsze dziecię nieskazitelne tego świata słonecznego. a ptaki śpiewają i krew mi śpiewa, i stopy. i wszystko jest śpiewajace harmoniczne. mont-joie!'
(edward stachura - jasny pobyt nadrzeczny)

nowe.

sobota, 8 stycznia 2011

wasn't ever obliged.


gibraltar. where the sunsets are breathtaking. ten przynajmniej był.
a dziś z trójki beirut odświeżył wspomnienia. mmm.

shrew.

sobota, 25 grudnia 2010

środa, 27 października 2010

difficult to be happy.

teatro campoamor. odbity. (dla zorientowanych w terenie: tak, odbity w postumencie wielkiej pupy. dla niezorientowanych - zdjęcie pupy też się pojawi.)
a pogody tutejszej nie ogarniam. zupełnie.

changing of seasons.

środa, 13 października 2010

let me down now.


z okazji dnia kolumba wyskoczyliśmy do valladolid. czyli pobudka o 6 - przy tutejszych warunkach w środku nocy. już koło 9 zaczęło się robić jasno. a na miejscu parę godzin łażenia, śmiania się do bolących policzków, picia kawy w słońcu, studiowania hiszpańskiej prasy (ilość stron poświęconych piłce nożnej mnie przeraziła i ograniczyłam się do artykułu o llosie) i odkrywania w sobie asturiańskiego patriotyzmu lokalnego. dobry dzień.

anvil.

sobota, 9 października 2010

bubbles on the skin.


'actually i am not arguing for my way. an argument indicates a set frame of mind by those who participate, and to remain fluid, ready to change, indeed eager to, is the only way to grow. personal growth is all that counts. not, am i greater than another, but am i greater than i was last year or yesterday. each of us is in a certain stage of development and it would be a drab world if we all thought alike.'
(edward weston)

ku-ku.

wtorek, 5 października 2010

sketches.

lubię te leniwe hiszpańskie poniedziałki, jak wczorajszy. ze spokojnym przechadzaniem się po uliczkach miasta. a wieczorem kultywowanie sieciowych znajomości (oviedo pozdrawia londyn:) ) i snucie planów. mnóstwa planów.
i dużo do słuchania. bo jesień nastraja nostalgicznie. zatem dla powspominania zeszłoroczna muzyka listopadowa i grudniowa.

a dziś miles.

czwartek, 30 września 2010

pay me no attention, do you?


gdyby dało się przedawkować witaminę c, to byłabym na najlepszej drodze do tego. pyszności.

shiver.

poniedziałek, 20 września 2010

if you ever need a light to shine on you.


te jeżyny rosną sobie nad moim sprytnym skrótem. niestety za wysoko, żeby sięgnąć.
słoneczny dzień dziś, cudnie. dużo chodzenia. i zostałam dumną posiadaczką hiszpańskiego numeru telefonu.

birds and bees.

niedziela, 19 września 2010

so long summertime.


z santander.
leniwa niedziela.

funeral song.

wtorek, 7 września 2010

y volar como mariposa.


słońce. morze wchodzące w miasto. czy może miasto w morze, trudno powiedzieć. wszędzie ludzie, wszędzie muzyka. mnóstwo wszystkiego. mnóstwo wrażeń.
a w międzyczasie pierwsze pomysły na rozwiązanie hiszpańskiej kwestii mieszkaniowej. coś się wykluwa.

barcelona.

wtorek, 31 sierpnia 2010

you get plummeted by the downpour.


'gdy ja preferuję kino akcji, on jest reprezentantem kina moralnego niepokoju. lubi położyć się na podłodze, ustawić kamerę naprzeciwko twarzy i filmować. potrafi tak leżeć kwadrans bez ruchu. powstałe w ten sposób filmy są naprawdę niepokojące. żadnych pościgów. ani jednego strzału. tylko niepokój i niepokój.'
(jacek podsiadło - życie, a zwłaszcza śmierć angeliki de sancé)

why am i still laughing?

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

have a muffin now and you won't forget me.


babeczki od sylwii. z burtonem i sorbetem cytrynowym na dokładkę.

muffin man.

niedziela, 29 sierpnia 2010

sunday morning is everyday.


weekend z akcentem światowo-kulinarnym. czyli zwijanie sushi rozmaitych ze skutkiem smakowitym, poprawione zupą miso. a na dziś w planach największa pizza świata i błota pełne błonia. nawet słonce wyszło.

lithium.

sobota, 21 sierpnia 2010

środa, 18 sierpnia 2010

nobody raise their voices.


dreszcze od pierwszych dźwięków. i euforia absolutna. w mojej głowie panowie grają dalej.

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

something i couldn't overlook.


dzień pokonywania przeciwności. bo najpierw auto-które-nie-chce-ruszyć, a potem na trasie kraków-częstochowa-kraków korki jak stąd do jutra. ale przeciwności do pokonania są. teraz jeszcze tylko senność pokonać i się zapakować. a jutro kierunek: północ.

xx.

niedziela, 8 sierpnia 2010

rien de rien.


rynek zaludniony tłumnie dziś i pełen dźwięków. z jednej strony muzyka katalońska, z drugiej czterech panów na akordeonach zasuwa taniec kurcząt w skorupkach. tuż za rogiem jeszcze jeden pan z akordeonem i z rzewnymi pieśniami. a ja po incepcji, która w mojej głowie zaszczepiła panią piaf.