13 lat temu
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oviedo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oviedo. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 4 października 2011
walking downtown gave me cold cold fingers.
rok temu. dokładnie. była hiszpania. były długie wieczory. dużo słońca. snucie się po uliczkach oviedo. zaglądanie przez okna do sklepów ze starociami na calle mon.
i, zupełnie przypadkiem, był johnny flynn. tak jak dziś.
warship.
sobota, 15 stycznia 2011
kilku dobrych chwil.
dworzec w oviedo, październikowy.
a kraków szary i senny, ale nic to. filmy daleko w noc w towarzystwie zacnym lubimy. śpiewanie o poranku również. i szarość niech się schowa.
trudno.
środa, 17 listopada 2010
tout disparaîtra mais.
'what is meant by 'reality'? it would seem to be something very erratic, very undependable - now to be found in a dusty road, now in a scrap of newspaper in the street, now a daffodil in the sun. it lights up a group in the room and stumps some casual saying. it overwhelms one walking home beneath the stars and makes the silent world more real than the world of speech - and then there it is again in an omnibus in the uproar of piccadilly. sometimes, too, it seems to dwell in shapes too far away for us to discern what their nature is. but whatever it touches, it fixes and makes permanent. that is what remains when the skin of the day has been cast into the hedge, that is what is left of past time and of our loves and hates.'
(virginia woolf, a room of one's own.)
des taxis pour les galaxies.
(virginia woolf, a room of one's own.)
des taxis pour les galaxies.
środa, 27 października 2010
difficult to be happy.
teatro campoamor. odbity. (dla zorientowanych w terenie: tak, odbity w postumencie wielkiej pupy. dla niezorientowanych - zdjęcie pupy też się pojawi.)
a pogody tutejszej nie ogarniam. zupełnie.
changing of seasons.
a pogody tutejszej nie ogarniam. zupełnie.
changing of seasons.
poniedziałek, 25 października 2010
niedziela, 24 października 2010
...
weekend rozpoczęty hucznie. ale niedziela poświęcona błogiemu lenistwu. spokój, muzyka. a teraz na ekranie heima.
czyli że sigur.
czyli że sigur.
sobota, 9 października 2010
bubbles on the skin.
'actually i am not arguing for my way. an argument indicates a set frame of mind by those who participate, and to remain fluid, ready to change, indeed eager to, is the only way to grow. personal growth is all that counts. not, am i greater than another, but am i greater than i was last year or yesterday. each of us is in a certain stage of development and it would be a drab world if we all thought alike.'
(edward weston)
ku-ku.
czwartek, 7 października 2010
ties me here.
'nasze języki ojczyste są jak otoczenie, w którym całkowicie się zanurzamy. zmieniają nasz sposób widzenia. tak więc jeśli mówilibyśmy po chińsku, to mielibyśmy inne zmysły słuchu, węchu i dotyku.'
(h. m. mcluhan)
kurs hiszpańskiego się zaczyna. zobaczymy.
foreign tongue.
wtorek, 5 października 2010
sketches.
lubię te leniwe hiszpańskie poniedziałki, jak wczorajszy. ze spokojnym przechadzaniem się po uliczkach miasta. a wieczorem kultywowanie sieciowych znajomości (oviedo pozdrawia londyn:) ) i snucie planów. mnóstwa planów.
i dużo do słuchania. bo jesień nastraja nostalgicznie. zatem dla powspominania zeszłoroczna muzyka listopadowa i grudniowa.
a dziś miles.
i dużo do słuchania. bo jesień nastraja nostalgicznie. zatem dla powspominania zeszłoroczna muzyka listopadowa i grudniowa.
a dziś miles.
piątek, 1 października 2010
open up my head and let me out.
spotkane w drodze do domu.
a wcześniej świat z punktu widzenia matematyka. czyli dyskusja o tym, że spośród wszystkich nauk matematyka najbardziej przypomina religię. i że umysły ścisłe też powinny umieć się wysławiać. a nie-ścisłe liczyć. amen.
talk about the weather.
środa, 29 września 2010
morning found us calmly unaware.
oviedo strajkowało dziś. pokrzyżowało mi to plany troszkę, ale nie ma tego złego. ostatecznie zamiast załatwiania kolejnych ważnych rzeczy mogłam bezkarnie powygrzewać się w słońcu. powoli staję się stałą bywalczynią trzech okolicznych parków.
po wczorajszym filmowaniu się, w ramach ciągu dalszego tudzież uzupełniania luk w klasyce - persona bergmana. ależ! zwłaszcza zdjęcia nykvista - niesamowitość. znów, polecam.
summer's almost gone.
poniedziałek, 27 września 2010
saw the sun on my way home.
nowy tydzień. zaczęty od wideorozmów, długiego spaceru i długiego maila. i od prania. jest dobrze.
i saw you blink.
poniedziałek, 20 września 2010
if you ever need a light to shine on you.
te jeżyny rosną sobie nad moim sprytnym skrótem. niestety za wysoko, żeby sięgnąć.
słoneczny dzień dziś, cudnie. dużo chodzenia. i zostałam dumną posiadaczką hiszpańskiego numeru telefonu.
birds and bees.
piątek, 17 września 2010
trzeba będzie wyjąć z kufra futro.
pierwsze pełnowymiarowe zajęcia. od rzutów monetą i szachów do fundamentalnych różnic między kinem wschodnim i zachodnim, czyli matematycy kochają dygresje. najwyraźniej niezależnie od miejsca na ziemi.
a potem chwila w parku. pod nogami żołędzie i kasztany, jeden wylądował w mojej kieszeni.
jesień idzie.
etykiety:
espana,
helios,
małgorzata zwierzchowska,
olek grotowski,
oviedo,
zeświata
czwartek, 16 września 2010
this city's no longer mine.
po pierwszych zajęciach. trwały 10 (słownie: dziesięć) minut. zdążyliśmy się dowiedzieć, że nasz prowadzący jest na konferencji w japonii i obejrzeć jego zdjęcie w sieci. na dobry początek.
golden cage.
sobota, 11 września 2010
through every shade of brown and green.
nie macać owoców. higiena być musi!
ustrzelone na spacerze po mojej nowej okolicy. aklimatyzuję się metodą małych kroczków. dziś zyskałam własny kąt. jutro niedziela, więc trochę oddechu przed poniedziałkowym starciem z uczelnią, koordynatorem, zdobywaniem hiszpańskiego numeru (bez którego ani rusz, bo jest konieczny do wyrobienia legitymacji) i stosem innych rzeczy. będzie się działo.
ovd.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
