Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filmowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filmowo. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 października 2010

did you call me?


weekendowy maraton filmowy. i mój weekendowy faworyt: me and you and everyone we know. dobra rzecz.
i kasztany na kolację. najlepsze ponoć na placu pigalle, ale te w oviedo też niczego sobie.

fire.

środa, 29 września 2010

morning found us calmly unaware.


oviedo strajkowało dziś. pokrzyżowało mi to plany troszkę, ale nie ma tego złego. ostatecznie zamiast załatwiania kolejnych ważnych rzeczy mogłam bezkarnie powygrzewać się w słońcu. powoli staję się stałą bywalczynią trzech okolicznych parków.
po wczorajszym filmowaniu się, w ramach ciągu dalszego tudzież uzupełniania luk w klasyce - persona bergmana. ależ! zwłaszcza zdjęcia nykvista - niesamowitość. znów, polecam.

summer's almost gone.

wtorek, 28 września 2010

pitch black coffee.


znów trochę papierkowej roboty pozałatwiane. i mimo zmiany otoczenia pewne rzeczy się nie zmieniają - jak na przykład to, że wtorek dniem z housem.
a na dokładkę the good heart. polecam.

aim for a smile.

piątek, 20 sierpnia 2010

as the days keep turning into night.


chwila w nowej hucie dziś. i powrót z niej tramwajem pełnym ukraińskich harcerzy.
a potem away we go w towarzystwie dwóch ań. więcej takich filmów proszę!

all my days.

sobota, 29 maja 2010

listen to the silence, let it ring on.


robin hood obejrzany. parę śmieszności chyba niezamierzonych. i zupełnie nie rozumiem, czemu ludzie wychodzili na tych fantastycznie animowanych napisach końcowych.

dziś po głowie tłucze się joy division. zwłaszcza pierwsze 15-20 sekund.

środa, 28 kwietnia 2010

all your sanity and wits they will all vanish.


blame it or praise it, there is no denying the wild horse in us. to gallop intemperately; fall on the sand tired out; to feel the earth spin; to have - positively - a rush of friendship for stones and grasses, as if humanity were over, and as for men and women, let them go hang - there is no denying the desrie seizes us pretty often.
(virginia woolf - jacob's room)

z muzycznych inspiracji filmowych - start wearing purple.

środa, 17 marca 2010

just a few short lines.


dość już mam tego chorowania troszkę, wyszłabym na świat. ale jeszcze trochę, na razie świat tylko na zdjęciach oglądam. powyżej zeszłoroczna bardzo-wczesna-wiosna (czy raczej ostatnie podrygi zimy) i rynek okiem głowy widziany.
dzisiejsza muzyka w dwóch odsłonach. po pierwsze, z cyklu 'piosenki w filmach usłyszane'. bo wczoraj był wieczór w bostonie. a po drugie, akcent celtycki na cześć świętego patryka. ale z nutką patriotyczną.

środa, 3 marca 2010

maybe your friends think i'm just a stranger,


w ramach nadrabiania filmowych zaległości zobaczyłam o brother where art thou. stąd piosenka.

niedziela, 28 lutego 2010

your mind is so full of red.


poszłam dziś szukać wiosny w mojej okolicy. wyszło na to, że trzeba jej jeszcze chwilę dać. no cóż, poczekamy.
bardzo filmowo mi dziś. więc dwie piosenki z filmów wyłapane. stare, znane i lubiane od braci coen (z a serious man - mmm. i te kolory, ah.) i coś nowego z filmu adam.

niedziela, 14 lutego 2010

they'll make you feel right at home.


chwila w domu. trochę relaksu z klasyką kina. a od jutra znów w świat.

piosenka na dziś.

wtorek, 2 lutego 2010

i'd never make that same mistake again.


wspomnienia florenckie. powiew włoskiego lata na zimę za oknem.

do posłuchania: raz i dwa. bo wczoraj w ramach śródsesyjnego relaksu powtórka z my blueberry nights.

czwartek, 28 stycznia 2010

and help me understand.


zeszłotygodniowe.

dziś the beatles. ale nie do końca, bo będą panie. pierwsza pani z filmu across the universe. druga - pani tori, jedna z moich ulubionych pań. a trzecia pani nie śpiewa, ale wcale nie musi. i tak pięknie jest.
pozdrawiam znad stosu notatek. ale już widać koniec.

sobota, 16 stycznia 2010

czy ja to ty?


avatar obejrzany. pięknyy. ah.

a po wyjściu opuszczona bonarka o północy. i zgubiliśmy się na parkingu. który wielki był. i pusty. a imię jego czterdzieści i cztery.

piątek, 15 stycznia 2010

w tobie moje niepokoje.


ze światła poczęte.

zaraz na avatar. ciekawość zżera.

wtorek, 5 stycznia 2010

and then the angels forget to pray for us.


zdjęcie z okołoświątecznego rodziny odwiedzania. teraz pewnie tam bielej. i pewnie równie pięknie.
dzisiejsza piosenka w dwóch odsłonach. pierwsza wersja sprzed lat, teraz siedzi w głowie odkąd obejrzałam parę dni temu the boat that rocked. (świetna rzecz! polecam bardzo! i dzięki, krzy.)
i druga - taką miałam okazję usłyszeć na żywo w październiku 2008. co doprowadziło mnie do wniosku, że pan leonard starzeje się jak wino. i muzyków ma coraz lepszych.

poniedziałek, 28 grudnia 2009

i po.

no, to święta się skończyły. definitywnie. czas wybić się z tego przyjemnego świątecznego lenistwa i zrobić jeszcze przed końcem roku coś konstruktywnego.
dziś w ramach łagodnego przejścia od lenistwa do aktywności wyszłam z domu i poszłam do kina. na brideshead revisited. przyjemny film. z przyjemną całkiem ścieżką dźwiękową. i z cudną emmą thopmson.
no i jeden z efektów filmu jest taki, że teraz siedzę i marzę o wenecji. kto mnie zabierze do wenecji? :)

niedziela, 6 grudnia 2009

noone alive can always be an angel

filmowo dziś. rewers w przemiłym kobiecym gronie. polecam.
i na koniec filmu pozytywny akcent. w mojej głowie moment jak z programu jaka to melodia. po jednej nutce.

środa, 2 grudnia 2009

istniał świat. a to rozprasza.

kolejny dzień rozpoczęty przed świtem. dobre te przedświty grudniowe. a potem, przez przymknięte powieki, porcja zachwytu. zachwytu spodziewanego, ale z niespodziewaną intensywnością.
dalej dzień konsekwentnie senny, gdzieś po drodze zrobił się świetlikowy też.