Pokazywanie postów oznaczonych etykietą beirut. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą beirut. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 stycznia 2011

wasn't ever obliged.


gibraltar. where the sunsets are breathtaking. ten przynajmniej był.
a dziś z trójki beirut odświeżył wspomnienia. mmm.

shrew.

czwartek, 19 sierpnia 2010

without my heart what can i do?


dzień snucia się po stolicy i chłonięcia drobiazgów. uliczka pełna turystów z różnych zakątków świata, dwa piętra wyżej pani w bieliźnie wychyla się z okna, żeby sprawdzić temperaturę. w archikatedrze pan z namaszczeniem przeciera kratkę konfesjonału szmatką. na krakowskim przedmieściu siedzący między gigantycznym leninem a dorównującym mu rozmiarami piłsudskim długowłosy trębacz z marsylianki płynnie przechodzi w rotę. pod kolumną zygmunta ktoś nagle głośno śpiewa 'let's get it started', kilkanaście metrów od niego pan w kontuszu ma przerwę na papierosa.
mnóstwo wszystkiego, a wystarczy zamknąć oczy i znów jestem w stodole, w małej skaczącej grupce w środku tłumu. i fantastycznie jest.

idle days.

środa, 18 sierpnia 2010

nobody raise their voices.


dreszcze od pierwszych dźwięków. i euforia absolutna. w mojej głowie panowie grają dalej.

niedziela, 18 lipca 2010

on the side of my soul.


po strajku komunikacji miejskiej w rzymie, weneckie autobusy kursujące co 10 minut wprawiły mnie w euforię. nie mówiąc już o rozkładzie jazdy na przystankach. paradoksalnie, entuzjazm studzi 40 stopni za oknem. co nie zmienia faktu, że cudnie jest.

venice.

czwartek, 10 czerwca 2010

and i call it mine.


coraz bardziej kuszący staje się pomysł przejścia na tryb pod tytułem: śpię w dzień, działam w nocy. albo chociaż na wersję śródziemnomorską ze siestą w środku dnia. temperatura, przy której mogę swobodnie myśleć, zaczyna się między godziną 20 a 21.

beirut.

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

within dreams we're free.


wracając z zajęć kupiłam sobie rogalika do kawy. kiedy dotarłam do domu, już go nie było. a kawy jeszcze. rozsynchronizowało się.

dawka beirutu na dziś.

czwartek, 8 kwietnia 2010

where sunsets are all breathtaking.


dzisiejsze słonce. niesamowitość.
scenic world.

środa, 3 lutego 2010

i'd bury me dreams underground.


no właśnie. sytuacja za oknem zmierza do tej z obrazka.
więc jeszcze trochę wakacyjności:


kawałek keitha harringa z pizy. ucieszył mnie chyba bardziej, niż krzywa wieża.
do posłuchania na dziś. i do pooglądania przy okazji koniecznie.

sobota, 5 grudnia 2009

turned my life over and over again

po wczorajszym dniu przejście przez rynek późnym popołudniem było jak wisienka na torcie. i w oparach absurdu lekkich. już na szewskiej zostałam poinformowana, że magnez w wodzie dobrze robi na zdrowie. informacja sama w sobie nie robi wrażenia, bardziej jej źródło. którym to źródłem było stado świętych mikołajów. w pełnym rynsztunku i nawet z policyjną obstawą. kolejny mikołaj stał na scenie na rynku i dopytywał się, czy dzieci już umią kolędę. wrażeń dopełniła okazja do obcowania z poezją. tym razem poezja objawiła się na ścianie goethe institut, w formie następującej:

kto rzeczywiście liże i maca
temu się zawsze bardzo opłaca
ta trudna praca

podobno to pan zabłocki popełnił. ciekawe.
a poza tym wczoraj był dzień spotkań. dłuższych i krótszych, planowanych i zupełnie przypadkowych, ale zawsze dobrych. wywołujących uśmiech.
a wcześniej w autobusie moje słuchawki poczęstowały mnie tym. i może to wina wszechobecnych już dekoracji, ale pierwsze kilkanaście sekund skojarzyło mi się ze świętami. takimi filmowymi. z wielką choinką na rockefeller center.