Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ray charles. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ray charles. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 lutego 2010

what became of all the time.


piątek, grodzka.
a dziś zadziwił mnie pan widziany na przystanku autobusowym. ubrany w długi płaszcz. spod płaszcza wystawały spodnie. spod spodni... sandały. i żadnych skarpetek, nie myślcie sobie. i wcale nie sprawiał wrażenia zmarzniętego. czyli że temperatura - rzecz względna chyba.
do posłuchania pan ray jako geniusz kochający towarzystwo.

niedziela, 20 grudnia 2009

cold outside


kolejna fantastyczna sobota. śpiewająca, filmowa, rozgrzana grzańcem. ale przede wszystkim w doborowym towarzystwie.
mróz trzyma się mocno. za moim okiem aktualnie -13, aż strach wychodzić z domu. za to od ludzi mnóstwo ciepła. bo jakaś równowaga musi być chyba.
piosenka zimowa. ponoć w stanach często za kolędę uznawana, z przyczyn totalnie dla mnie niejasnych. i wbrew temu, co tam napisane, ta pani to nie cleo laine tylko betty carter.
i pozdrawiam ciepło.